Jakub Z.
   Coś o sobie ...
   Człowiek w chwili urodzenia dostaje od matki i ojca komplet lepszych lub gorszych genów na drogę i z tego ma zbudować swoje życie. Od pierwszego krzyku po urodzeniu, życie już mu przypomina, że nie będzie łatwo i że musi walczyć, tymczasem o mleko matki. Tak jest z każdym i tak było ze mną. Walki w dosłownym znaczeniu wprawdzie nie doświadczyłem, ale na początku nie było łatwo. Dzięki zaradności i gospodarności rodziców start w życie nie był najgorszy. W miarę dorastania okazywało się, że mam predyspozycje do techniki, z łatwością przychodziło mi rozumienie działania różnych urządzeń i konstrukcji technicznych. Istniała także zawsze chęć budowania podobnych urządzeń na miarę swoich możliwości. Mówiąc krótko jestem człowiekiem techniki w obszarze - posługując się językiem informatycznym - hardwar'u, zawsze otwartym na nowinki techniczne ale także doceniającym rolę wiedzy teoretycznej - z ciekawością czytałem różnorodną literaturę techniczną. Wiedza, zawsze mnie ciekawiła i fascynowała, ale już sposób jej zdobywania, a więc nauka w szkole, niestety odbywała się nie bez trudności. Lubiłem wprawdzie poznawać to co mnie interesowało ale robiłem to w swoim własnym tempie i własnymi metodami. Zapewne leży to w moim charakterze (tkwi w moich genach), że niechętnie poddawałem się reżymowi szkolnemu, czy też potem uczelnianemu. Problem w tym, że skutkowało to dość szeroką lecz niestety niezbyt głęboką wiedzą, no może wyłączając elektronikę i telekomunikację, które bardzo mnie interesowały. Zainteresowanie techniką odziedziczyłem po ojcu, po matce zaś mam zdolność do osiągania równowagi życiowej. Charakteryzuje się to tym, iż udaje mi się iść środkiem "drogi życia" bez większych osiągnięć, ale też nie doznając dotkliwszych porażek. Gdyby los oszczędził mi tych kilku chorób, które mnie co jakiś czas nękały i nękają, mógłbym powiedzieć że miałem spokojne, ciekawe życie. Już w wieku młodzieńczym pojawiła się potrzeba doznawania głębszych przeżyć artystycznych, głównie interesowało mnie malarstwo, także aktywne uprawianie tej sztuki. Zapewne nie było to bez związku z jedną z chorób, którą nabyłem będąc już uczniem pierwszej klasy szkoły zawodowej. Jeżeli prawdą jest, że charakter człowieka kształtuje także środowisko w jakim on żyje, to i w moim przypadku nie bez znaczenia był fakt, że niemal całe życie spędziłem z rodzicami. Z perspektywy czasu oceniam to jako korzystne w pierwszych trzydziestu latach mojego życia, potem już było różnie. Z drugiej strony muszę przyznać, że zupełnie przypadkowy wybór mojego zawodu - inżyniera telekomunikacji, w miarę jak poznawałem jego tajniki stawał się coraz bardziej pociągający, dający dużo satysfakcji. Często, to właśnie zaangażowanie w pracę pozwalało mi zrównoważyć większe lub mniejsze niepowodzenia życiowo-domowe. Za sukces mogę sobie poczytać to, że przepracowałem w jednej firmie ponad 50 lat (wliczając w to naukę w szkole zawodowej), ba, w jednym kompleksie budynków w Warszawie u zbiegu Nowogrodzkiej i Poznańskiej. Jak już wspomniałem, moja zdolność do wybierania w miarę optymalnej drogi, powodowała, że poziom życia i jego styl zawsze dopasowany był do aktualnej sytuacji bytowej. Jak pamiętam, nigdy nie brakowało na życie, co więcej, zawsze znajdowały się środki na uprawianie różnego rodzaju hobby i technicznego utrzymywania domu i jego otoczenia. W tej kwestii, zdolność do radzenia sobie także odziedziczyłem po ojcu, podobnie zresztą jak obaj moi bracia. Prócz zainteresowania malarstwem olejnym, które trwa cały czas, interesują mnie także inne dziedziny hobbystyczne. Z dużą przyjemnością i zaangażowaniem oddawałem się różnym pasjom. Była więc zabawa elektroniką z wykorzystaniem cyfrowych układów scalonych, także do generowania dźwięków w syntezatorach muzycznych. Pasjonuje mnie do dziś informatyka w zakresie programowania, a w szczególności w połączeniu z matematyką, do budowy fizycznych i wirtualnych konstrukcji i modeli przestrzennych. Ostatnio także zainteresowałem się artystyczną grafiką komputerową. Całkiem świeże dziedziny które mnie pochłaniają, to genealogia i budowanie osobistej strony internetowej. Te dwa zajęcia traktuję jako swoistą refleksję nad tym co przeminęło i chęć podsumowania swego "dorobku życiowego". Obecnie będąc na emeryturze z radością obserwuję jak układa sobie życie córka, a największym szczęściem dla mnie jest możliwość uczestniczenia w opiece i wychowaniu moich ukochanych wnuków - Mateusza i Filipa. W tej krótkiej notce biograficznej zawarłem tylko niektóre wątki dotyczące spraw najistotniejszych dla zrozumienia mojej osobowości. Jest ona w rzeczywistości znacznie bardziej złożona, chociażby przywołując moje zainteresowania filozofią o zbarwieniu science fiction czy też fascynacje poezją, także moją własną.

Jakub Z.
   Coś o sobie ... teraz   Teraz, czyli 31 grudnia 2024r. a także później, gdy intelektualna sprawność pozwoli i gdy jeszcze będą sensowne tematy do opisywania.
Istnieje kilka powodów, żeby uzupełnić wcześniejsze, bo z 2009r. informacje o sobie, kiedy to byłem pełen życiowego optymizmu i czasami entuzjazmu, co przejawiało się podczas tworzenia osobistej strony WWW. Minęło prawie 15 lat i wszystko wokół wygląda inaczej, zmiany przyszły szbciej i są głębsze niż gdy wówczas myślałem. Mój pogląd na świat zradykalizował się, co polega na tym, że trudno mi zrozumieć i zaakceptować to co się dzieje wokół a nawet w bliskiej rodzinie. Mówiąc dobitnie i w skrócie - osobowość moja "utwardziła" się, na szczęście zdaję sobie z tego sprawę.
Oto co z ubolewaniem przyszło mi zaakceptować: Jak pisałem wcześniej "jestem człowiekiem techniki" i z przykrością konstatuję, że żaden z wnuków nie przejawia zainteresowań technicznych (może z wyjątkiem popularnej elektroniki rozrywkowej). Przyczyną tego jest po pierwsze: fakt łatwego pozyskiwania różnych urządzeń w wysokim standardzie (majsterkowanie nie ma większego sensu), po drugie: obaj nie mieli na kim się wzorować w tej kwestii - silna dominacja wychowawcza matki i babci.
Powracając jednak do mojego życiorysu i moich reminiscencji zwłaszcza z ostatnich lat, przywołuję z pamięci zdarzenie z końca dziewięćdziesiątych lat ubiegłego stulecia. Zdarzyło się pewnego dnia podczas powrotu z pracy, że podeszła do mnie na ulicy cyganka i pomimo mojego protestu zaczęła mi przepowiadać przyszłość. Zdziwiłem się potem po głębszym namyśle, że trafnie przepowiedziała mi większość zdarzeń minionych i tych przyszłych, ale szczególnie utkwiła mi w pamięci przepowiednia o moim długim życiu, podobnie jak żył mój ojciec - czyli 92 lata. Przyglądając sie teraz jak upływał i upływa obecnie mój czas a także ogólnie mojemu wizerunkowi, widzę bardzo duże podobieństwo nie tylko fizyczne - silne geny rodu Zalewskich dają znać o sobie - ale także mentalne. Siłą utrzymujacą mnie w aktywności jest potrzeba poznawania wciąż czegoś nowego i to w zasadzie w każdej dostępnej mi dziedzinie zainteresowań (podobnie jak u ojcieca). Są także sprawy które martwią mnie teraz, i tak miedzy innymi jest ta niepewność zdarzeń takich jak np. :
- Los zgromadzonych przez lata narzędzi i urządzeń mechanicznych, elektronicznych i innch, staną się śmieciami lub złomem.
- Moja strona internetowa (obecnie "offLine") oraz inne moje zbiory, mówiąc w uproszczeniu - komputerowe, mają niepewną przyszłość (czy wnuki się nimi zainteresują?). Nawet całkiem prozaiczna sprawa, czy przyszłe systemy informatyczne pozwolą na ich odczytanie (Jak pokazuje życie - płyty CD trudno dziś odczytać, a co będzie w przyszłości?). W komputerach nie montuje się już napędów a minęło zaledwie około 10 lat od szczytu ich popularność.
- Jedyna nadzieja w moich obrazach, które jak pokazuje historia malarstwa, opierają się fizycznemu unicestwieniu, choć mogą ulec zapomnieniu z różnych powodów - najgorzej gdy z powodu ich wartości artystycznej, ufam, że się tak nie zdarzy!
- Moje malarstwo - owszem to przede wszystkim Sztuka, ale też około 40 przedmiotów oprawionych w ramach, zajmujących wraz (być może) z innymi drobniejszymi pamiątkami około 1 metra sześciennego przestrzeni. Martwię się gdzie moi najbliżsi je przechowają.
- Także martwię się, że zostawię Monice i wnukom tę całą nieruchomość, którą po śmierci ojca starałem się utrzymać w dobrej kondycji technicznej, ale minęły już czasy majsterkowania i amatorszczyzny i nie ma co liczyć na dalsze, przyszłe, tanie utrzymywanie i konserwację tego majątku (ojciec nie miał takich obaw - wiekszość napraw wykonywał sam).
- Najistotniejsze jednakże jest, byśmy z Mirką trwali jak najdłużej we względnie dobrym zdrowiu, nie zmuszając najbliższych do dużego wysiłku opiekuńczego.